Wywieźli mojego ojca na rzeź i jeszcze na tym zarobili

Mój ojciec został schwytany przez francuską policję podczas ulicznej łapanki. 5 czerwca 1942 roku francuska kolej wywiozła go do Auschwitz tzw. konwojem numer 2. Nigdy nie wrócił - opowiada "Rz" 73-letni pan Emile. Jest jedną z 1200 osób, które domagają się odszkodowania od Francuskiego Towarzystwa Dróg Żelaznych (SNCF).

Kiedy pan Emile powraca do tamtych wydarzeń, z trudem wstrzymuje łzy. Czuje nienawiść do Niemców, do kolaborantów francuskich, a przede wszystkim do kolejarzy, którzy zarobili na nieszczęściu jego rodziny.

- Ojca wywieziono do Auschwitz w bydlęcym wagonie. Istniała możliwość przewozu w wagonach trzeciej klasy, kolej miała wybór - było pełno nieużywanych wagonów z pierwszej wojny światowej, lecz woleli nas traktować jak zwierzęta. Zostałem sam z matką, bez grosza na życie. Miałem wtedy siedem lat - głos pana Emile'a się łamie.

Jego zdaniem masowy udział kolejarzy we francuskim ruchu oporu to mit: -W działaniach kolejarzy najlepiej odzwierciedlała się antysemicka postawa przeciętnego Francuza. Mogli opóźniać pociągi, zatrzymać choćby jeden, uratować choć jednego Żyda, ale im na tym nie zależało.

W połowie lat dziewięćdziesiątych Emile dowiedział się w Centrum Dokumentacji Żydowskiej w Paryżu, że SNCF żądało od ówczesnego rządu w Vichy zwrotu kosztów za przewóz Żydów do obozu koncentracyjnego w wysokości ceny biletu trzeciej klasy od każdej osoby. Rząd zapłacił i dzięki temu kolej zarobiła na transporcie, który miał być "darmowy". Na tym jego zdaniem polega cynizm zbrodni, której dopuściła się dawna kolej państwowa: - Otrzymali pieniądze za to, że wywieźli mojego ojca na rzeź.

Panu Emile'owi nie tyle chodzi o odszkodowanie, ile o publiczne przyznanie się przez kolej do winy: - Zwykłe przepraszam mi nie wystarczy, żądam, aby błagali o przebaczenie.

Emeryt, który całe życie pracował jako krawiec, tak jak i jego urodzony w Łodzi ojciec Georges, podwójnie ucierpiał przez francuską kolej. Po deportacji ojca próbował uciec z matką i ciotką z Paryża dowolnej strefy w Lyon. Pociągiem. Zapłacili konduktorowi 60 tysięcy franków za jazdę w wagonach służących do przewozu poczty. W czasie podróży gestapo wdarło się do pociągu i zabrało Żydów, w tym wiele dzieci. Emile i jego matka przeżyli tylko dzięki temu, że schowali się pod ciężkimi workami z pocztą. - Konduktor wziął pieniądze i zawiadomił gestapo. Półtora miliona dzieci zginęło w obozach śmierci. Nie żal im było nawet jednego. Tak naprawdę to chciałby oskarżyć dyrektora SNCF. Osobiście. - To on jest szefem tego przedsiębiorstwa. Ktoś musi przeprosić, i to powinien być on.

Zdaje sobie sprawę, że proces potrwa, SNCF będzie się bronić przed uznaniem winy. To, że państwo francuskie uznało swoją część odpowiedzialności, uważa za wielki krok do przodu. - Antysemityzm istnieje nadal we Francji. Jest cichy, ukryty, lecz odczuwam go za każdym razem, kiedy pojawiam się w urzędach francuskich. Po prostu często słyszę słowo "nie".

Pan Emile ma nadzieję, że proces przeciwko francuskiej kolej uświadomi ludziom, jaki udział miała Francja w zbrodni przeciwko Żydom.